czwartek, 25 sierpnia 2016

Rocznica

Czasem wydaje mi się, że w ogóle nie znam mojego męża,
a przecież jesteśmy razem od ponad dwudziestu lat.
Gdy się poznaliśmy był idealny, bez wad ( tak mi się wtedy wydawało ), uprzejmy i uśmiechnięty.
Żyliśmy beztrosko i szczęśliwie, urządzając własne gniazdko, czyli pokój w mieszkaniu dziadków.
Potem pojawiły się dzieci i wtedy one były w centrum uwagi. Wychowywanie i przygotowywanie ich do życia pochłonęło nas tak bardzo, że prawie zapomnieliśmy o sobie.
Następnie zaczęły się kłopoty z pracą, wyjazdy zagraniczne "za chlebem" i tęsknota...
Dzwoniliśmy do siebie dzień w dzień, ale na dłuższą metę nie dało się tak żyć. Wszyscy tęskniliśmy.
Nadszedł zupełnie zwariowany czas dorastania naszych dzieci.
O mały włos, a byśmy oszaleli. Nagle zobaczyliśmy, jak bardzo się od siebie różnimy. W wielu sprawach mieliśmy całkiem odmienne zdanie. Zaczęliśmy się kłócić, denerwować wzajemnie, obwiniać
i obrzucać pretensjami. Gdzieś zniknęła dawna czułość i uprzejmość. Stawaliśmy się sobie obcy. Wydawało mi się nawet, że byliśmy sobie bliżsi, gdy byliśmy oddaleni od siebie o setki kilometrów. To wszystko minęło, a my musieliśmy po prostu dojrzeć do pewnych spraw.
Po pewnym czasie okazało się, że z kłopotami można sobie poradzić tylko wtedy, gdy się zjednoczy siły , a do kieszeni schowa dumę i uprzedzenie.
Dwa lata temu kupiliśmy stary dom. Co do tej decyzji byliśmy zgodni. Teraz razem go remontujemy. Nasze, już dorosłe dzieci też czasem nam pomagają. Znów okazuje się, że wspólnymi siłami można wiele osiągnąć.
W niedzielę stuknęła nam dwudziesta trzecia rocznica ślubu.
Wieczorem, tego dnia zrobiliśmy sobie przejażdżkę rowerową po okolicy. Gdy już wracaliśmy, zadzwonił mój telefon. Chciałam odebrać, ale zrezygnowałam. Nie zauważyłam, że gdy wyjmowałam komórkę z kieszeni, wypadł mi przyczepiony do niej gadżet w postaci kotka. 
Dopiero w domu zobaczyłam, że go nie ma. Posmutniałam. Na to mój mąż : "Tego szukasz ?"
- Nie wierzę ! Skąd to masz ?
Mąż jechał za mną i nie przyznał się dlaczego w pewnym momencie został daleko w tyle.
Teraz już wiem. Znów zyskał w moich oczach.
Lubimy razem spędzać czas i osobno też. Lubimy grać w gry planszowe, jeździć na rowerach, oglądać filmy lub siedzieć obok siebie i czytać - każdy swoją książkę.


     " Miłość nie polega na tym,
aby wzajemnie sobie się przyglądać,
lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku "
                                       / Antoine de Saint-Exupery /




wtorek, 16 sierpnia 2016

Aaa, kotki dwa...

Minął już rok, odkąd pojawiły się u nas koty. Na początku w ogóle nie miałam pojęcia jak z nimi postępować, ale dostałam od Was mnóstwo rad, dzięki którym opieka nad kociakami nie była już dla mnie taka straszna.
Koty okazały się wspaniałymi towarzyszami naszego życia, choć zaczątki nie były łatwe ani dla nich, ani dla psów, ani też dla nas.




Naprawdę nie wiedziałam wielu rzeczy o kotach, ale dzięki Waszemu wsparciu, wątpliwości i strach przed nieznanym stopniowo ustąpiły.
Oczywiście kotki miały wiele przygód, którymi wprawiały nas w niemałe zdumienie, a czasem w zakłopotanie. 
Pewnego ranka Kajtek wrócił do domu i zaczął zostawiać czarne ślady na kanapie, na poduszce i wszędzie, gdzie się pojawił.  Dopiero po chwili zobaczyliśmy, że cały brzuszek i łapki miał umoczone w jakimś mazidle. Nie mieliśmy pojęcia, co się stało ? Kot nie mógł się sam wylizać z tego smaru. Chodził i otrzepywał się ciągle, więc wzięłam go ostrożnie pod prysznic i przy użyciu szamponu dla psów w końcu udało się zmyć zabrudzoną sierść. Po kilku dniach mąż odkrył źródło owego nieszczęścia - olej silnikowy, który stał koło domu w szerokim pojemniku okrytym folią.

Innym razem zaginął nam Berni. Gdy pojawił się przy płocie, nie miał siły iść, a z pyszczka ciekła krew. Byliśmy poważnie zaniepokojeni. Kotek nie chciał jeść, nie przemieszczał się i charczał. Podczas wizyty u weterynarza okazało się, że kot musiał  bardzo mocno w coś uderzyć, bo miał złamane podniebienie. Lekarz nie dawał mu zbyt dużych szans na przeżycie, ale Berni dzięki lekom i naszej opiece dość szybko się z tego "wylizał".


Rodzeństwo :Kajtek, Luka i Berni - zawsze razem :)












Pokochaliśmy te milutkie futrzaki, choć na początku podchodziliśmy do nich "jak pies do jeża".
Coś w tych kotach takiego jest, że ocieplają atmosferę, przykuwają uwagę, wprowadzają spokój. Stałam się chyba bardziej kociarą niż miłośniczką psów - zakochana w kotach.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Kolorowy folwark zwierzęcy

Kochani ! Bardzo dziękuję za liczne komentarze pod ostatnim postem. Wszystkie są dla mnie ważne i ujmujące. Wszystkie zachowam w sercu :) Pozwolę sobie przytoczyć słowa Ali, która powiedziała :

"Zawsze pozostawaj sobą. Rób to, czego Ty sama chcesz, pragniesz, potrzebujesz. Najwyższą wartością w życiu jest szczerość naszych działań."

 Dzięki Wam utwierdzam się w przekonaniu, że to co robię, czyli sposób w jaki rozwijam swoją pasję jest dobry. Życzę tego sobie
i Wam, byście mogli o sobie powiedzieć, że jesteście na dobrej drodze, działacie w zgodzie ze swoim sumieniem i kochacie to, co robicie.

Całkiem niedawno razem z córką ozdobiłyśmy domek dla kotów, zbudowany przez męską część naszej rodziny. Koty nie chcą w nim przebywać, bo zdecydowanie wolą wylegiwać się na kanapie w salonie, ale na tarasie tej kolorowej chatki lubią się stołować, bo tam podajemy im karmę. Domek długo stał niepomalowany i czekał na moją wenę, aż się doczekał  !




Metalowy kogutek cały był pokryty rdzą, gdy go przywiozłam ze sklepu ze starociami. Po przeszlifowaniu i nałożeniu farby do metalu - wygląda znacznie lepiej i zdobi jedną z donic przed domem.



Na moim stole - teraz taki bukiet.


niedziela, 31 lipca 2016

Blogowe "być" albo "nie być"

Nie chciało mi się... przez ostatnie dwa tygodnie nic mi się nie chciało, a najdziwniejsze jest to, że odrzucało mnie nawet od komputera. Aż wstyd się przyznać, ale zastanawiałam się nad tym, czy pisać bloga czy może dać sobie z tym spokój ? Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, zgubiłam gdzieś sens. Taki czas. Dlaczego ? - nie wiem. Ot tak, po prostu !
Czuję, że ten stan - na szczęście już mija.
Ostatnio dużo rozmyślałam o tym , co mi daje radość i satysfakcję oraz o blogowaniu, a właściwie o tym czy poddać się czyimś sugestiom czy nie. Ja, typ niepokorny nie lubię być poganiana i nakłaniana do czegoś, co niekoniecznie jest po mojej myśli. Zresztą chyba nikt nie lubi być do czegoś przymuszany.

Wnioski :
Jak każdy, mam swój system wartości i cenię sobie pewnego rodzaju wolność.
Radość i zadowolenie czerpię z tworzenia kartek, notesów, układania bukietów i wielu innych rzeczy. Wprost przepadam za robieniem zdjęć i spacerami w lesie. Zresztą sami wiecie.
Blog jest natomiast częścią mojego życia, a nie żadną reklamą ani biznesem. Narodził się z pasji i niech tak zostanie. Ja po prostu lubię tu być i dzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami czy dokonaniami. Chcę pozostać sobą i blog również niech będzie tego wyrazem. Dlaczego ? - bo przez pisanie wyrażam siebie. Choć może nie zawsze mi to wychodzi, staram się pisać sercem i sama też chętnie odwiedzam takie miejsca, stworzone z pasją, gdzie wyczuwa się serdeczność drugiego człowieka. Tego się przecież nie da udawać !
Z przyjemnością zaglądam na Wasze blogi. Na niektóre wracam kilkakrotnie. Komentuję, a potem z niecierpliwością czekam na odpowiedź, przemyślam, uśmiecham się, czasem wzruszam. Jest w tym obcowaniu energia i moc !
Cenię sobie luz i nie mam zamiaru zmuszać się do czegokolwiek, bo wtedy nie będzie to już dla mnie przyjemnością, ale stanie się uciążliwym obowiązkiem, z którego będę musiała się wywiązać przed Wami i przed samą sobą, a tego bym nie chciała. Niech więc zostanie tak jak jest.
Uff... musiałam o tym napisać, bo dręczyło mnie i męczyło.


Moje najbliższe okolice







Pozdrawiam Was, kochani cieplutko !!!
Dziękuję za to, że jesteście :)


sobota, 16 lipca 2016

Stary kufer

Kochani, za namową Moniki, wygrzebałam zdjęcia, które pozostały w moim telefonie i mogę Wam opowiedzieć o przeróbce tego niezwykłego mebla. Wiele zdjęć, jak na razie zostało uwięzionych w moim laptopie i nie mam do nich dostępu.

Na naszym podwórku, przy płocie stał sobie stary, masywny, pokaźnych rozmiarów kufer. Nie wiadomo jak długo tam stał
i skąd się wziął. Po prostu gdy się przeprowadziliśmy on  już tu był.Powiedziałam do męża, żeby go nie wyrzucał, bo chciałabym, by był ozdobą domu. Zawsze mi się takie kufry podobały, a tu - proszę -  stoi sobie i czeka.




Niestety, okazało się, że dno kufra jest całkowicie spróchniałe
i nie da się go uratować. Właściwie cała skrzynia była
w opłakanym stanie. Nie pozostało nam nic innego, jak stworzyć kufer od nowa i wykorzystać stare okucia. Tak też zrobiliśmy.
Moi mężczyźni zajęli się wykonaniem całej konstrukcji, mnie pozostawiając jedynie malowanie.
Nową skrzynię postawiliśmy w sieni. Przechowujemy w niej buty i kapcie, a nasze koty wprost uwielbiają wylegiwać się na jej wieku.



Teraz przejdźmy do pokoju. Bardzo lubię świeże kwiaty w wazonie. Tego lata, podczas przejażdżki rowerem udało mi się zerwać chabry na polu.
 Potem na stole zagościły hortensje z naszej działki, a teraz lawenda leży i rozsiewa przyjemny aromat.



Pozdrawiam wszystkich zaglądających i życzę Wam udanego letniego wypoczynku !!!

P.S. Ja - wciąż jeszcze przed urlopem.

czwartek, 7 lipca 2016

Spróbuj ziemi, czyli zmagania z ogrodem

Ostatnio na jednym z blogów przeczytałam o tym, że w czasie wakacji warto spróbować czegoś nowego, czego się wcześniej nie robiło. Pomyślałam, że chciałabym znów zacząć jeździć na rolkach. Jednak jak na razie spróbowałam czegoś zgoła innego. Spróbowałam zmierzyć się z ogrodem. Niby nic takiego nowego, bo mieszkając w mieście przecież też uprawialiśmy naszą miejską działeczkę. A jednak !
Wtedy należały do mnie tylko drobne prace, takie jak pielenie grządek, przycinanie krzewów i zbiór owoców. Byłam też głosem doradczym w sprawie sadzenia nowych roślin i zagospodarowania przestrzeni. Cięższą robotę w postaci wykopów wykonywał mój mąż. Ziemia tam była żyzna i wszystko rosło bez nawożenia.
Teraz w naszym nowym, wiejskim ogrodzie przydomowym to ja gram pierwsze skrzypce, a właściwie to jestem dyrygentem i całą orkiestrą.
Mąż nieustannie zajmuje się remontem domu, a mnie w udziale przypadł ogród i to nie z wielkiej chęci, ale po prostu KTOŚ musiał się tym zająć.
Wstępny projekt ogrodu powstał na kartce papieru, narysowany niedbale długopisem i ołówkiem, bo dla siebie to się nie chce i nie ma czasu. Jesienią posadziliśmy kilka roślin wieloletnich i czekaliśmy... Wiosną okazało się, że wiele z nich niestety nie przetrwało zimy. Ponadto gleba jest bardzo wyjałowiona i piaszczysta. Nie zastanawiając się długo, zamówiliśmy wywrotkę podłoża lekko gliniastego i tak na środku ogrodu powstała wielka hałda ziemi. Wdrapuję się na nią, by naładować ziemię do wiadra i kawałek po kawałku użyźniam teren. Przed posadzeniem roślin wsypuję do dołka to lepsze podłoże i trochę mieszam je z tym piaszczystym, dodając jeszcze obornik granulowany.
Muszę Wam powiedzieć, że bardzo zbliżyłam się do ziemi. Dopiero teraz wiem, co znaczy ciężka praca w ogrodzie. Wiatr czy deszcz czy ostre słońce - nic mnie nie powstrzyma ! Praca musi być wykonana i daje satysfakcję, ale i zmęczenie.
Teraz biegam ze szpadlem, motyką i grabiami, ziemię przerzucam, wybieram kamienie, brudzę ręce i twarz, i ... podziwiam jak ogród powoli nabiera kształtu.
Spróbowałam czegoś nowego - ziemi !? Tak, bo ciężka praca uczy szacunku i pokory. Nie, żeby mi tego brakowało, ale zawsze to nowe doświadczenie i krok naprzód.


Tawułki japońskie



 Kocimiętka, którą dostałam od Krysi.



Tworzenie skalniaka- tu wszystko się przyda.







Miałam przyjemność wielokrotnie uczestniczyć w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. Poznałam wtedy wielu ludzi, którzy ciężko pracowali, gdyż nocowaliśmy we wioskach, w domach i stodołach. Nasi gospodarze byli głęboko wierzący, szalenie gościnni i często mocno przepracowani, ale potrafili zaskoczyć nas kulturą, gawędą  i dobrym słowem, a przede wszystkim pokorą. Dowiedziałam się od nich, że dawniej, gdy mijało się ludzi pracujących na polu, witało się ich pozdrowieniem : Szczęść Boże ! Obecnie już się tego nie robi, przynajmniej w moim regionie, a szkoda, bo to bardzo miły zwyczaj.